Nasze Albumy

sobota, 7 kwietnia 2012


Witamy po dłuższej przerwie naszych czytelników i z przyjemnością informujemy, że  na początku kwietnia ukazał się na łamach Auto Świat 4x4 nasz artykuł z wyprawy po Turcji. Jest to kolejny krok do rozpowszechnienia wspólnej wszystkim off-roaderom idei turystyki po bezdrożach. Korzystając z okazji chcielibyśmy życzyć Wam otwartego podejścia do ludzi, odwiedzania nowych trudno dostępnych miejsc, malowniczych widoków nie skażone turystyczną infrastrukturą, innymi słowy prawdziwy obraz kraju który odwiedzacie. Nie bójcie się marzyć i spełniać swoje marzenia, stawiać czoła przeciwnościom losu i cieszyć się ze swoich sukcesów nawet tych najmniejszych, Tego  życzymy Wam wszystkim w te wesołe Święto Wielkiej Nocy.

sobota, 8 października 2011

Pomysł na nową wyprawę

Wyprawa do Turcji a raczej po Turcji udała się i przyniosła nam wiele frajdy. Niestety też wiele zabrała nam z domowego budżetu, jeśli ktoś myśli iż przejechanie 9000 km to nie wyczyn niech spróbuje zrobić to po Turcji gdzie paliwo jest wizją przyszłości cen jakie będą na stacjach po nowym roku. W dodatku jeżdżąc po Polsce mój samochód spalał 12l / 100km  a wszystko przez brak wysokości w Turcji teren jest tak górzysty iż miałem okazje wjechać na 2794 mnpm (w Polsce tego nie dokonacie a więc i nie doświadczycie tego, spadek mocy i zwiększone spalanie) na domiar złego teren po jakim jechaliśmy ciągle wznosił się i opadał więc średnie spalanie po Turcji wyniosło 18l / 100km przy cenie 7,5 zł za litr było zabójstwem dla naszych kieszeni. Po obliczeniach jakich dokonałem po powrocie wyszło iż każdy kilometr kosztował mnie złotówkę. Aby odkupić swoje winy a raczej zaoszczędzić na następna wyprawę postanowiłem iż jest potrzebny nam trening ... Zapytacie co chcemy trenować? Na pewno nie będę pchał swojej terenówki bo po pierwsze nie starczy mi urlopu na dopchanie jej nad morze a po drugie zostałbym zatrąbiony na naszych drogach na śmierć. Tak więc postawiłem na bardziej ekonomiczną podróż ekonomiczna dla środowiska i mojej kieszeni. Mam zamiar zabrać moją małżonkę w podróż po Polskich latarniach morskich ... rowerami ;). Zaczniemy w Świnoujściu zakończymy w Krynicy Morskiej 580km, żona jak zwykle jest sceptycznie nastawiona ale już do tego się przyzwyczaiłem. Zastanawiam się jedynie kiedy zacznie we mnie wierzyć i nauczy się iż robię to co zaplanowałem pomimo przeszkód. 

niedziela, 21 sierpnia 2011

Powrót do domu ...


Powrót
Z Polonezkoy wyjechaliśmy w sobotę o 10 rano, choć zamierzaliśmy wyjechać w piątek o 24 (jak widać bardzo nam się nie chciało wyjeżdżać i wracać), trasa prosta do Istambułu, a tam autostradą płatną do Edrine i do granicy z Bułgarią. Na granicy kontrola paszportów i bagażnika po stronie tureckiej i każą jechać dalej. Jeszcze postanowiliśmy wstąpić do sklepu wolnocłowego, sporo tu ludzi, jednak ceny „wolnocłowe” to chyba są tylko z nazwy lub dla Turków, bo dla nas nie wydają się korzystne. Jedziemy w stronę Bułgarów, a tu otwory w jezdni „napluły” nam na szybę przednią, okazuje się, że to dezynfekcja podwozia (samochodu). Dalej okienko kontrola paszportowa po stronie bułgarskiej, znów okienko, myśleliśmy że może Bułgarzy na granicy sprzedają winiety, które obowiązują wszystkich turystów, ale nie … okazuje się, że owa dezynfekcja kosztuje 3 euro. Mamy tylko 2 euro i 2 lewy, ponieważ Pani nie chce przyjąć euro centów.

Ankara i Istambuł dwie stolice Turcji

Ankara
Z Kapadocji dojechaliśmy do Ankary. Pierwsze nasze wrażenie, że miasto to jakieś małe, a jak na stolicę Turcji to już w ogóle, po wjechaniu na wzgórze okazało się, że to tylko przedmieścia, a naszym oczom ukazał się piękny widok nowoczesnego, tętniącego życiem miasta. Obecnie Ankarę zamieszkuje ponad 5 milionów ludzi a jeszcze przed prawie 90 laty zamieszkiwana była przez 20 tys. osób, kiedy to w 1923 r. Przywódca Atatürk przeniósł tu stolicę Turcji z Istambułu, nie tylko ze względu na jej centralne położenie ale także ze względów historycznych W czasach rzymskich była kwitnącym ośrodkiem handlowym była też letnią stolicą cesarzy wschodnio-rzymskich, którzy przybywali tu wraz z całym dworem i ukrywali się przed upałami.. W Ankarze udaliśmy się do Ambasady Polskiej i umówiliśmy się na wizytę na dzień następny. Na bramie ambasady poznaliśmy bardzo sympatycznego pracownika BOR’u. Udaliśmy się na nocleg na camping nad jeziorem Gölbashi.

sobota, 6 sierpnia 2011

Namrud Dagi i Kapadocja to trzeba zobaczyć

Nemrud Dağı, Malatya
Na zachód słońca dotarliśmy na górę Nemrud (lub Nemrut) Dağı jest to najwyższa góra południowo-wschodniej Anatolii . Droga była długa, wąska, kręta, pod górę i w dół. My mamy bardzo mało czasu, słońce nieubłagalnie zmierza ku zachodowi, a tureccy kierowcy ścinają zakręty, pędzą na złamanie karku, czasami ostrzegając trąbieniem. Dotarliśmy w końcu na miejsce, zadowoleni … a tu jeszcze wspinaczka na szczyt (na szczęście ostatnie 30m trzeba było podejść) liczący  2150 m n.p.m. Ledwo zdążyliśmy. Wstęp na Nemrut kosztuje 7 TL od osoby. Na szczycie znajduje się gigantyczne sanktuarium, czyli kurhan usypany z drobnych kamyków skalnych pod którym znajduje się grobowiec oraz trzy tarasy przylegające do tumulusa (kurhanu) od wschodu, zachodu i północy. Tarasy wschodni i zachodni ozdobione są pięcioma posągami Apollo, Tyche (Fortuna), Zeus (Ahuramazda), król Antiochus i Herakles otoczonymi orłami i lwami. Na północnym tarasie znajdują się sześcienne bloki kamienne z wydrążonymi miejscami, które noszą ślady … być może palonego oleju rozświetlającego ten taras.  Jest to swego rodzaju pomnik samouwielbienia, który wzniósł dla siebie władca Kommageny Antioch I w I w p.n.e. To wspaniałe miejsce do roku 1881 było znane jedynie miejscowym pasterzom, po czym zostało odkryte przez niemieckiego inżyniera.

sobota, 30 lipca 2011

Przez jezioro Van, wulkan Nemrut Daği i Elaziğ

Jezioro Van
Dalej jedzie my nad Jezioro Van. Jest już po 18-tej, a my musimy pamiętać, że do granicy z Iranem zostało już niewiele, bo tylko kilkanaście kilometrów, a ponadto należy pamiętać, że jest to obszar dawnego Kurdystanu.  Po drodze widzimy liczne kontrole powadzone przez wojsko (zatrzymują wszystkie pojazdy jadące w przeciwną stronę). W jednym z takich punktów stoi czołg. Przestajemy czuć się bezpieczni. Jak się okazuje wszystkie kontrole, samochody opancerzone, czy nawet czołgi to wszystko jest dla bezpieczeństwa. Ilość kontroli zwiększa się wraz ze zwiększającymi się problemami lokalnymi. Wojsko sprawdza dokumenty oraz bagaże, ma to na celu ograniczyć ewentualne ataki, czy zamachy. Dojeżdżamy wieczorem do miejscowości Van, na camping, niestety wszystkie miejsca zajęte. W mieście widać przewagę Kurdów, choć mieszkają tu także Turcy i Irańczycy. Jest późno, na ulicach coraz mniej ludzi, a ci co pozostali, nie patrzą na nas zbyt przyjaźnie i jedziemy na posterunek policji, zostajemy wpuszczeni, układamy się do snu a tu ktoś puka, przyszedł szef i stwierdził, że nie możemy tu zostać. Jesteśmy zaniepokojeni, ponieważ w przewodniku przeczytaliśmy, żeby raczej nie poruszać się po zachodzie słońca, jest po północy a my musimy szukać nowego miejsca.

czwartek, 28 lipca 2011

Droga do Erzurum i Doğubayazıt

Na trasie z Trabzon do Erzurum Darek doczekał się kontroli policyjnej za zbyt szybką jazdę samochodem. Dostaliśmy mandat 140 TL do zapłaty w każdym banku jak twierdził policjant. Jeśli zapłacimy w ciągu 15-tu dni dostaniemy rabat, ponadto jeśli nie zapłacimy mandatu nie zostaniemy przepuszczeni przez granicę. Wieczorem dotarliśmy do Erzurum. Symbolem miasta są dwie wierze, które można zobaczyć w wielu miejscach (np. na ławkach, chodnikach). To na cześć najwspanialszego zabytku czyli Çifte Minareli Medrese (Medresa Dwóch Minaretów) z 1253 r. na parterze i na piętrze są cele dla studentów. W mieście znajdują się także trzy grobowce seldżuckie, kryte stożkowym zadaszeniem. Tylko jeden z nich został zidentyfikowany, należy do emira Sułtana Saltuka. Erzurum w czasach bizantyjskich nosiło nazwę Teodozjopolis od cesarza Teodozjusza, który wskrzesił wymarłą osadę  (oczywiste zatem, że musieliśmy się tu znaleźć).

czwartek, 14 lipca 2011

Amasya, Tokat, Trabzon

7.07 Amasya
Do Amasya dotarliśmy po 23:00 i to bardzo odpowiednia pora była, ponieważ naszym oczom ukazało się wzgórze pięknie oświetlone, na zboczu którego znajdują się słynne grobowce skalne fantastycznie wyeksponowane (podświetlone), na szczycie stoi zamek również oświetlony a że jest późna pora nie możemy się nacieszyć widokiem. Widok jest o tyle zachwycający, że można dostać oczopląsu, z każdej strony coś interesującego. Poniżej wzgórza nad brzegiem rzeki jest szereg dawnych, utrzymanych w dobrym stanie Domów Osmańskich, a po drugiej stronie rzeki znajduje się swego rodzaju deptak, na którym zobaczyliśmy głowy dawnych władców Amasya oraz pomnik Strabona słynnego podróżnika i geografa. Podczas naszego wieczornego a właściwie nocnego spaceru po uliczkach Amasya dostrzegliśmy, że życie zamiera tu prawie zupełnie o 24:00 do tej pory uliczki tętniły życiem, sklepiki i restauracyjki były otwarte a po 24 jakby wybiła godzina policyjna, wszystko pozamykane, ludzie zaczęli znikać z ulic. Mimo późnej pory chcieliśmy jeszcze wjechać na górę, żeby zrobić nocne zdjęcie Amasya jednak „Hołek” uparł się na swoją trasę i chciał nas poprowadzić nie dość że stromymi, wąskimi uliczkami, to jeszcze dodatkowo po schodach.