Nasze Albumy

sobota, 8 października 2011

Pomysł na nową wyprawę

Wyprawa do Turcji a raczej po Turcji udała się i przyniosła nam wiele frajdy. Niestety też wiele zabrała nam z domowego budżetu, jeśli ktoś myśli iż przejechanie 9000 km to nie wyczyn niech spróbuje zrobić to po Turcji gdzie paliwo jest wizją przyszłości cen jakie będą na stacjach po nowym roku. W dodatku jeżdżąc po Polsce mój samochód spalał 12l / 100km  a wszystko przez brak wysokości w Turcji teren jest tak górzysty iż miałem okazje wjechać na 2794 mnpm (w Polsce tego nie dokonacie a więc i nie doświadczycie tego, spadek mocy i zwiększone spalanie) na domiar złego teren po jakim jechaliśmy ciągle wznosił się i opadał więc średnie spalanie po Turcji wyniosło 18l / 100km przy cenie 7,5 zł za litr było zabójstwem dla naszych kieszeni. Po obliczeniach jakich dokonałem po powrocie wyszło iż każdy kilometr kosztował mnie złotówkę. Aby odkupić swoje winy a raczej zaoszczędzić na następna wyprawę postanowiłem iż jest potrzebny nam trening ... Zapytacie co chcemy trenować? Na pewno nie będę pchał swojej terenówki bo po pierwsze nie starczy mi urlopu na dopchanie jej nad morze a po drugie zostałbym zatrąbiony na naszych drogach na śmierć. Tak więc postawiłem na bardziej ekonomiczną podróż ekonomiczna dla środowiska i mojej kieszeni. Mam zamiar zabrać moją małżonkę w podróż po Polskich latarniach morskich ... rowerami ;). Zaczniemy w Świnoujściu zakończymy w Krynicy Morskiej 580km, żona jak zwykle jest sceptycznie nastawiona ale już do tego się przyzwyczaiłem. Zastanawiam się jedynie kiedy zacznie we mnie wierzyć i nauczy się iż robię to co zaplanowałem pomimo przeszkód. 

niedziela, 21 sierpnia 2011

Powrót do domu ...


Powrót
Z Polonezkoy wyjechaliśmy w sobotę o 10 rano, choć zamierzaliśmy wyjechać w piątek o 24 (jak widać bardzo nam się nie chciało wyjeżdżać i wracać), trasa prosta do Istambułu, a tam autostradą płatną do Edrine i do granicy z Bułgarią. Na granicy kontrola paszportów i bagażnika po stronie tureckiej i każą jechać dalej. Jeszcze postanowiliśmy wstąpić do sklepu wolnocłowego, sporo tu ludzi, jednak ceny „wolnocłowe” to chyba są tylko z nazwy lub dla Turków, bo dla nas nie wydają się korzystne. Jedziemy w stronę Bułgarów, a tu otwory w jezdni „napluły” nam na szybę przednią, okazuje się, że to dezynfekcja podwozia (samochodu). Dalej okienko kontrola paszportowa po stronie bułgarskiej, znów okienko, myśleliśmy że może Bułgarzy na granicy sprzedają winiety, które obowiązują wszystkich turystów, ale nie … okazuje się, że owa dezynfekcja kosztuje 3 euro. Mamy tylko 2 euro i 2 lewy, ponieważ Pani nie chce przyjąć euro centów.

Ankara i Istambuł dwie stolice Turcji

Ankara
Z Kapadocji dojechaliśmy do Ankary. Pierwsze nasze wrażenie, że miasto to jakieś małe, a jak na stolicę Turcji to już w ogóle, po wjechaniu na wzgórze okazało się, że to tylko przedmieścia, a naszym oczom ukazał się piękny widok nowoczesnego, tętniącego życiem miasta. Obecnie Ankarę zamieszkuje ponad 5 milionów ludzi a jeszcze przed prawie 90 laty zamieszkiwana była przez 20 tys. osób, kiedy to w 1923 r. Przywódca Atatürk przeniósł tu stolicę Turcji z Istambułu, nie tylko ze względu na jej centralne położenie ale także ze względów historycznych W czasach rzymskich była kwitnącym ośrodkiem handlowym była też letnią stolicą cesarzy wschodnio-rzymskich, którzy przybywali tu wraz z całym dworem i ukrywali się przed upałami.. W Ankarze udaliśmy się do Ambasady Polskiej i umówiliśmy się na wizytę na dzień następny. Na bramie ambasady poznaliśmy bardzo sympatycznego pracownika BOR’u. Udaliśmy się na nocleg na camping nad jeziorem Gölbashi.

sobota, 6 sierpnia 2011

Namrud Dagi i Kapadocja to trzeba zobaczyć

Nemrud Dağı, Malatya
Na zachód słońca dotarliśmy na górę Nemrud (lub Nemrut) Dağı jest to najwyższa góra południowo-wschodniej Anatolii . Droga była długa, wąska, kręta, pod górę i w dół. My mamy bardzo mało czasu, słońce nieubłagalnie zmierza ku zachodowi, a tureccy kierowcy ścinają zakręty, pędzą na złamanie karku, czasami ostrzegając trąbieniem. Dotarliśmy w końcu na miejsce, zadowoleni … a tu jeszcze wspinaczka na szczyt (na szczęście ostatnie 30m trzeba było podejść) liczący  2150 m n.p.m. Ledwo zdążyliśmy. Wstęp na Nemrut kosztuje 7 TL od osoby. Na szczycie znajduje się gigantyczne sanktuarium, czyli kurhan usypany z drobnych kamyków skalnych pod którym znajduje się grobowiec oraz trzy tarasy przylegające do tumulusa (kurhanu) od wschodu, zachodu i północy. Tarasy wschodni i zachodni ozdobione są pięcioma posągami Apollo, Tyche (Fortuna), Zeus (Ahuramazda), król Antiochus i Herakles otoczonymi orłami i lwami. Na północnym tarasie znajdują się sześcienne bloki kamienne z wydrążonymi miejscami, które noszą ślady … być może palonego oleju rozświetlającego ten taras.  Jest to swego rodzaju pomnik samouwielbienia, który wzniósł dla siebie władca Kommageny Antioch I w I w p.n.e. To wspaniałe miejsce do roku 1881 było znane jedynie miejscowym pasterzom, po czym zostało odkryte przez niemieckiego inżyniera.

sobota, 30 lipca 2011

Przez jezioro Van, wulkan Nemrut Daği i Elaziğ

Jezioro Van
Dalej jedzie my nad Jezioro Van. Jest już po 18-tej, a my musimy pamiętać, że do granicy z Iranem zostało już niewiele, bo tylko kilkanaście kilometrów, a ponadto należy pamiętać, że jest to obszar dawnego Kurdystanu.  Po drodze widzimy liczne kontrole powadzone przez wojsko (zatrzymują wszystkie pojazdy jadące w przeciwną stronę). W jednym z takich punktów stoi czołg. Przestajemy czuć się bezpieczni. Jak się okazuje wszystkie kontrole, samochody opancerzone, czy nawet czołgi to wszystko jest dla bezpieczeństwa. Ilość kontroli zwiększa się wraz ze zwiększającymi się problemami lokalnymi. Wojsko sprawdza dokumenty oraz bagaże, ma to na celu ograniczyć ewentualne ataki, czy zamachy. Dojeżdżamy wieczorem do miejscowości Van, na camping, niestety wszystkie miejsca zajęte. W mieście widać przewagę Kurdów, choć mieszkają tu także Turcy i Irańczycy. Jest późno, na ulicach coraz mniej ludzi, a ci co pozostali, nie patrzą na nas zbyt przyjaźnie i jedziemy na posterunek policji, zostajemy wpuszczeni, układamy się do snu a tu ktoś puka, przyszedł szef i stwierdził, że nie możemy tu zostać. Jesteśmy zaniepokojeni, ponieważ w przewodniku przeczytaliśmy, żeby raczej nie poruszać się po zachodzie słońca, jest po północy a my musimy szukać nowego miejsca.

czwartek, 28 lipca 2011

Droga do Erzurum i Doğubayazıt

Na trasie z Trabzon do Erzurum Darek doczekał się kontroli policyjnej za zbyt szybką jazdę samochodem. Dostaliśmy mandat 140 TL do zapłaty w każdym banku jak twierdził policjant. Jeśli zapłacimy w ciągu 15-tu dni dostaniemy rabat, ponadto jeśli nie zapłacimy mandatu nie zostaniemy przepuszczeni przez granicę. Wieczorem dotarliśmy do Erzurum. Symbolem miasta są dwie wierze, które można zobaczyć w wielu miejscach (np. na ławkach, chodnikach). To na cześć najwspanialszego zabytku czyli Çifte Minareli Medrese (Medresa Dwóch Minaretów) z 1253 r. na parterze i na piętrze są cele dla studentów. W mieście znajdują się także trzy grobowce seldżuckie, kryte stożkowym zadaszeniem. Tylko jeden z nich został zidentyfikowany, należy do emira Sułtana Saltuka. Erzurum w czasach bizantyjskich nosiło nazwę Teodozjopolis od cesarza Teodozjusza, który wskrzesił wymarłą osadę  (oczywiste zatem, że musieliśmy się tu znaleźć).

czwartek, 14 lipca 2011

Amasya, Tokat, Trabzon

7.07 Amasya
Do Amasya dotarliśmy po 23:00 i to bardzo odpowiednia pora była, ponieważ naszym oczom ukazało się wzgórze pięknie oświetlone, na zboczu którego znajdują się słynne grobowce skalne fantastycznie wyeksponowane (podświetlone), na szczycie stoi zamek również oświetlony a że jest późna pora nie możemy się nacieszyć widokiem. Widok jest o tyle zachwycający, że można dostać oczopląsu, z każdej strony coś interesującego. Poniżej wzgórza nad brzegiem rzeki jest szereg dawnych, utrzymanych w dobrym stanie Domów Osmańskich, a po drugiej stronie rzeki znajduje się swego rodzaju deptak, na którym zobaczyliśmy głowy dawnych władców Amasya oraz pomnik Strabona słynnego podróżnika i geografa. Podczas naszego wieczornego a właściwie nocnego spaceru po uliczkach Amasya dostrzegliśmy, że życie zamiera tu prawie zupełnie o 24:00 do tej pory uliczki tętniły życiem, sklepiki i restauracyjki były otwarte a po 24 jakby wybiła godzina policyjna, wszystko pozamykane, ludzie zaczęli znikać z ulic. Mimo późnej pory chcieliśmy jeszcze wjechać na górę, żeby zrobić nocne zdjęcie Amasya jednak „Hołek” uparł się na swoją trasę i chciał nas poprowadzić nie dość że stromymi, wąskimi uliczkami, to jeszcze dodatkowo po schodach.

niedziela, 10 lipca 2011

Droga do Sinop

Postanowiliśmy sprawdzić wygodę naszego turystycznego łóżka.  Wyspaliśmy się i rano szybka toaleta w przydrożnej stacji paliw, to naprawdę szybka toaleta ledwie weszłam a już mi się odechciało czegokolwiek ale zęby umyć trzeba.  Chcieliśmy zjeść jakieś śniadanie ale o takiej porze restauracja przy tej samej stacji paliw jeszcze nie czynna. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do Istambułu. Darek wybrał autostradę płatną. Formalności trochę zaskakujące dojeżdżasz do bramek  … a tu nie można płacić ani gotówką ani kartą. Zaskoczeni sytuacją, aby nie korkować drogi, przejeżdżamy za bramkę bo i tak jest otwarta. Zaraz za nią jest miejsce by stanąć. Podchodzi do nas Turek i stara się wyjaśnić nam co i jak. Darek szybko chwyta o co chodzi. Podziękował mu i mówi do mnie „trzeba mieć jakąś kartę, po którą należy udać się na druga stronę autostrady”, myślicie o kładce dla pieszych, nic z tego trzeba czmychać przez wszystkie pasy autostrady patrząc w oczy nadjeżdżającym kierowcom.

czwartek, 7 lipca 2011

Droga do Turcji

02.07.2011
Z Wrocławia udało nam się wyjechać o 13:40.
Autostradą A4 udaliśmy się w kierunku Katowic, następnie odbiliśmy drogą w kierunku na Cieszyn. Trasa prosta, szybko i prawie minęła bez problemów i w sumie nawet nie zauważyliśmy granicy z Czechami. Następnie przez Czechy na Słowację i też granicy brak. 
Na Słowacji trasa jak dawna nasza A4 płyty betonowe po jednym pasku w każdym kierunku. Ale są też ciekawsze kawałki serpentynki w górach.Cena paliw na Słowacji  to jakieś 1,335 euro w przeliczeniu (po dzisiejszym kursie 4,06) za litr diesla 5,42 zł. To jakaś zmowa wszędzie taka sama cena znaleźliśmy dwie dzikie stacje na których była inna cena a tak to jakby państwo ustalało cenę naprawdę bardzo dziwnie to wyglądało.

piątek, 1 lipca 2011

Wyjazd

Start miał nastąpić pierwszego ale jeszcze wiele pierdół nie załatwiłem które może i nie zaważyły na powodzeniu wyprawy ale na pewno by mnie denerwowały a w zasadzie ich brak. No dobra przyznam się nie zdążyłem nagrać mp3 na drogę ;) Tak czy inaczej jeden dzień mnie nie zbawi chodź wiele bym dał być już w drodze i mijać granice Polski. Byłbym już spokojniejszy nie myślał o tym co za mną tylko o tym co na mnie czeka. To chyba mój ostatni wpis bo nie mam pojęcia czego spodziewać się na północno-wschodniej części Turcji czy będę miał dostęp do internetu. Na pewno będę co noc siedział i opisywał przygody z całego dnia inaczej moje dziury w mózgu pogubią szczegóły pomieszają daty innymi słowy zrobią kogiel-mogiel a wtedy nawet moja żona nie dojdzie do ładu. Wszystkim którzy nas czytają i trzymają kciuki dziękujemy i prosimy o więcej bo auto, my i silna wola którą pokładaliśmy w przygotowania opłaciły się i JUTRO JEDZIEMY. Do zobaczenia na szlaku ;)

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Oklejanie samochodu

 Ruszyły prace upiększające naszego Hiluxa jak już pisaliśmy na naszym blogu i pokazywaliśmy projekt graficzny oklejenia samochodu. Teraz prace ruszyły z kopyta, samochód będzie w całości oklejony zmieniając kolor z grafitowego na biały z umieszczonymi znakami graficznymi sponsorów. Folia ma za zadanie chronić lakier przed drobnymi rysami które mogły by powstać w wyniku uderzeń kamieni lub podczas przedzierania się przez krzaki. Dla naszych sponsorów i partnerów jest idealnym miejscem na pokazanie się z innej strony w wielu miejscach praktycznie wszędzie tam gdzie będziemy.

wtorek, 17 maja 2011

Zbieramy pieniądze dla strażaka razem z siepomaga.pl

Siedziałem dziś w domu i oglądałem "wiadomości" niby nic niezwykłego ale do czasu. Usłyszałem w nich o człowieku który jest w moim wieku, służy tak jak ja w mundurze, który niesie na co dzień pomoc innym i podczas jednej z takich akcji próbując ratować ludzkie życie w wypadku traci obie nogi. Zatkało mnie nie wiedziałem co myśleć ... po wysłuchaniu reportażu zastanowiłem się i przekalkulowałem mogłem wpłacić jakąś kwotę i zapomnieć o sprawie albo ... właśnie albo postarać się i zrobić coś więcej pomóc w zbiórce pieniędzy na protezy dla Sławka Wilczyńskiego . Wszystkich off-roaderów i off-roaderki zapraszam aby pomogli w zbiórce każda kwota się liczy, żadna kwota nie hańbi. WSPOMÓŻ

Blue course

Po wielu przemyśleniach i zmianach w projekcie, trasie i miejscu docelowym przyszła pora również na zmiany organizacyjne dotyczące samej nazwy projektu. Na początku chcieliśmy aby nazwa tego projektu był w języku polskim ale po wielu debatach wyszło, iż nie chcemy wyjść na zaściankowych, zadufanych w swoim kraju i języku polaczków. Jesteśmy otwarci na inne kraje, inne kultury na innych ludzi do których przyjedziemy jako goście otwarci na nich i ciekawi ich tak samo jak oni ciekawi będą nas. Dajmy się poznać, dajmy się odnaleźć w sieci, pomóżmy im w tym i ułatwmy im to. To co niemal każdy Polak zrozumie w nazwie "Dzika Podróż" nic nie powie człowiekowi za granicą, nie zapamięta a więc i nie znajdzie nas w sieci. Dlatego wychodzimy do nich z nową nazwą projektu nie dlatego, że jesteśmy gęsi i swojego nie znamy ale dlatego by inni poznali co mamy w naszym kraju najcenniejszego czego oni nie mają. Anglojęzyczna nazwa w czasach internety jest łatwiej przyswajalna.

poniedziałek, 9 maja 2011

Wyprawa już za pasem

Jesteśmy już blisko wyjazdu i pojawił się wiatr w oczy ... w Syrii nie dzieje się dobrze. Wróćmy jednak do tych dobrych wiadomości. Mógłbym pisać w nieskończoność o samochodzie i tym jak będzie wyglądał za kilka dni ale czy to zobrazowałoby Wam jego wygląd nie sądzę tym bardziej, iż słaby ze mnie krasomówca. Dlatego ... no cóż sami zobaczcie projekt.

piątek, 6 maja 2011

Spotter

Dziś postanowiłem po fotografować lądujące samoloty na wrocławskim lotnisku. Sprawdzałem jak radzi sobie kamera NEX VG10E w rękach amatora. Wynik był zaskakujący chodź znajdą się i tacy co wytkną mi wiele błędów dlatego zaznaczę jeszcze raz "w rękach amatora".

sobota, 26 lutego 2011

Zmiany szaty graficznej

9 maja mija rok od założenia naszego bloga. Rok w którym wydarzyło się bardzo wiele. Przybliżyliśmy wam swoją osobę, staraliśmy się zarazić swoim hobby, radziliśmy jak się zabezpieczać na czas podróży i dzieliliśmy się wrażeniami z używanego sprzętu. Teraz zmieniamy szatę graficzna naszego bloga aby można było nas na nowo poznawać, chcemy bardziej zaskakiwać i bardziej wciągnąć w nasze hobby. Czy to nam się uda? Mam nadzieje że sami to ocenicie.

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Wielka przebudowa Hilux-a

Pierwsze koty za płoty, poszły drugie też, czas na trzeci etap przygotowań do wyprawy, montaż wyciągarki, zderzaka, hard top-a, demontaż tylnego zderzaka, likwidacja tylnej kraty, przystosowywanie plastikowej wanny do montażu hard top-a, zmiana kół, podniesienie o około 2" auta, dodatkowe oświetlenie halogenowe, sprzęgi piast, montaż tabletu do siedzenia pasażera a do tego oklejanie auta folią - całego. Dojdzie do tego mocowanie osłon spodu samochodu które na początku lutego powinny już być. Na obecnym etapie niestety ale nie będzie profesjonalnej zabudowy paki (finanse) będę starał się wykonać coś sam o ile starczy mi czasu, pieniędzy a nader wszystko cierpliwości. Po spotkaniu z Toyota Nowakowski, Sony Center Bielany i MultiBankiem jestem pełen optymizmu i nadziei iż moja wyprawa może w terminie dojść do skutku a to dzięki profesjonalnemu podejściu do tematu moich sponsorów. Z całego procesu metamorfozy zwykłego (w całej swojej niezwykłości) Hiluxa w rasowego pogromce tereny zostanie wykonany fotoreportaż, który już na naszej stronie zostanie zamieszczony. Przewidywany termin uruchomienia strony www.dzikapodroz.pl w kwietniu.

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Szczepienia przed podróżą

Co prawda do naszego wyjazdu pozostało jeszcze sporo czasu bo ponad 6 miesięcy, jednak należy już rozpocząć szczepienia ochronne. Prawdę mówiąc w żadnym z państw do których się wybieramy, szczepienia nie są obowiązkowe, jednak warto zabezpieczyć się na tyle, na ile to możliwe. Zalecane szczepienia w naszym przypadku to: WZWA (żółtaczka typu A), WZWB (żółtaczka typu B), dur brzuszny, wścieklizna, tężec i błonica
Za mną już pierwsza dawka szczepień przeciwko WZWA A i B oraz przeciw tężcowi i błonicy (zrobiłam sobie taki mały prezent na "Mikołajki". Za około tydzień kolejna dawka szczepień tym razem prezent noworoczny ;)
Niestety szczepienia do najtańszych nie należą bo to wydatek kilkuset złotych,  ale chodzi o nasze bezpieczeństwo i zdrowie a w tym przypadku szczepienia mogą okazać się mniejszym wydatkiem niż koszty leczenia. Ponadto jest to z reguły wydatek jednorazowy, a w większości przypadków szczepionki te wystarczają na wiele lat a tak jak przy żółtaczce są dożywotnie.